Alternatywne remedium na lukę płynności

26 czerwca 2014

Martin Szymański

Nowy ład sektora bankowości kreowany przez przepisy pakietu Capital Requirements Directive (IV) + Capital Requirements Resolution (zwane skrótowo CRD (IV) oraz CRR) czekać ma trudny czas dostosowywania się do nowych standardów organizacyjnych i kapitałowych. Jednym z takich wyzwań, i kto wie, czy nie najważniejszym, jest wymóg utrzymania płynności na poziomie zadowalającym regulatora (na rodzimym rynku Komisję Nadzoru Finansowego). Na tym tle rysuje się, zdaniem niektórych, najistotniejsze ryzyko systemowe sektora bankowego, zwane popularnie luką płynności.

Luka płynności

Model bankowości funkcjonujący m.in. w Polsce oparty jest na tzw. bankowości uniwersalnej. W praktyce przekłada się to na fakt, iż każdy rozwijający się bank komercyjny posiada szerokie portfolio krótko- i długoterminowych produktów bankowych. Taki stan rzeczy skutkuje jednak tym, iż długoterminowe kredyty finansuje się krótkoterminowymi depozytami. Zarysowany powyżej problem stał się tym bardziej palący, gdyż przed sektorem bankowości postawiono wymóg zachowania większej dbałości o źródła finansowania bieżącej działalności. Mowa tu o konieczności przestrzegania wskaźnika LCR.

Pokrycie

Liquidity Coverage Ratio to wskaźnik, którego podstawy zostały sprecyzowane jeszcze w trakcie prac Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego i przedstawione w 2010 roku w ramach tzw. Bazylei III. Koncepcja komitetu została odwzorowana następnie w przepisach unijnych, tj. dyrektywy CRD (IV) oraz rozporządzenia CRR.

W myśl przywołanego powyżej rozporządzenia CRR, obowiązującego od początku 2014 r. we wszystkich państwach członkowskich, instytucje kredytowe jak i finansowe mają obowiązek utrzymania adekwatnej liczby aktywów o wysokiej płynności (high quality liquid assets), które będą w stanie zrównoważyć ryzyko związane ze zmniejszeniem bieżących wpływów przy zachowaniu dotychczasowego poziomu wypłat, liczonych w ujęciu 30 dni.

Powyższe oznacza, iż banki mają wybór pomiędzy trzema możliwymi rozwiązaniami:

  • wygenerowanie sporych zapasów gotówki lub innych aktywów o wysokim współczynniku płynności, które zbilansują portfel długoterminowych ekspozycji kredytowych,
  • ograniczenie długoterminowych ekspozycji kredytowych,
  • lub wprowadzenie do bilansu płynności takich instrumentów, które będą dopasowane, m. in. w zakresie terminu zapadalności, do dynamicznie zwiększanych ekspozycji długoterminowych.

Rozwiązanie

Wsłuchując się w głos branży, usłyszeć można coraz głośniej wypowiadany postulat, aby rozwiązania szukać w papierach wartościowych. Szczególnie głośno mówi się w tym kontekście o listach zastawnych, których wiarygodność na rynkach finansowych oceniana jest stosunkowo wysoko. Głos ten dotarł również do uszu ustawodawcy, o czym świadczą toczące się prace nad projektem nowelizacji ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych.

Projekt ten jest co prawda na wczesnym etapie prac legislacyjnych, lecz z opublikowanego dotychczas projektu założeń wprost wynika, iż działanie ustawodawcy ma na celu umożliwienie wykorzystywania przez banki na szerszą skalę kanału refinansowania listem zastawnym, poprzez usunięcie barier skutecznie blokujących rozwój takich instrumentów.

W toku prac koncepcyjnych nad nowelizacją funkcjonowania rynku listów zastawnych ustawodawca wytypował kilka obszarów szczególnego zainteresowania, a wśród nich m.in.:

  • nadzabezpieczenie papierów oraz utworzenie bufora płynności na zabezpieczenie obsługi odsetek od listów zastawnych,
  • ograniczenie możliwości żądania przedterminowego wykupu listów zastawnych,
  • zwiększenie limitu emisji listów zastawnych na podstawie kredytów na cele mieszkaniowe,
  • zmiany w przepisach z zakresu prawa upadłościowego i naprawczego oraz podatkowego.

Powyżej wskazane obszary wydają się korespondować z oczekiwanym na rynku kierunkiem zmian i rozwoju rynku listów zastawnych. Wiele wskazuje, iż instrument ten może faktycznie stać się pewnym rozwiązaniem istotnej części problemu. Nie jest to jednak uniwersalne remedium.

Alternatywa

Na tle rysujących się na horyzoncie zamierzeń ustawodawcy warto zadać pytanie, czy to wszystko, co można w sprawie zrobić. List zastawny jest niewątpliwie ciekawym rozwiązaniem, cieszącym się uznaniem zarówno na rynku, jak i w oczach nadzoru bankowego. Pozostaje jednak pewna skaza na doskonale zapowiadającym się obrazie. Listy zastawne zastrzeżone są wyłącznie dla banków hipotecznych…

Trudno jednoznacznie ustosunkować się do takiego stanu rzeczy. Z jednej strony, dążenie do restrukturyzacji sektora bankowego na wzór niemiecki, która polegać ma na wyraźnym wydzieleniu portfela długoterminowych kredytów hipotecznych (w tym i kredytów na cele mieszkaniowe) do wyspecjalizowanych banków hipotecznych, może mieć swój sens. Ryzyko systemowe rozkłada się wówczas na większą ilość uczestników rynku. Z drugiej jednak strony nie sposób odmówić bankom uniwersalnym większej siły przebicia oraz dostępności produktów. Na chwilę obecną można być jedynie pewnym tego,  iż banki zarówno w Polsce, jak i w całej Europie są zaangażowane kapitałowo w szereg ekspozycji, których nie mają jak równoważyć, gdyż ustawodawca – nie bez racji – krytykuje dotychczasowe metody. 

Zasadne jest zatem pytanie o alternatywę, a tym samym o obligacje. Obligacja i list zastawny są co do zasady niezwykle podobne. W obu przypadkach mamy do czynienia z papierem wartościowym, emitowanym w serii/odcinku zbiorowym, wystawianym w formie imiennej lub na okaziciela. W obu przypadkach papiery takie mogą występować w formie zdematerializowanej. W obu przypadkach mamy też do czynienia z dłużnym papierem wartościowym inkorporującym zobowiązanie emitenta do określonego świadczenia pieniężnego. Nie ma również żadnych przeciwskazań, aby zabezpieczenia emisji oprzeć w obu przypadkach na wierzytelność hipoteczną przysługującej bankowi.

Wydaje się, iż elastyczność obligacji jako instrumentu finansowego może umożliwić bankom wykreowanie brakującego ogniwa w wewnętrznym rachunku płynności. Zwłaszcza, gdy na problem spojrzy się z perspektywy ustawowej dopuszczalności emitowania przez banki papierów wartościowych na podstawie przepisów prawa bankowego oraz przyjętych przez polski rząd założeń do zmiany do ustawy o obligacjach. Ze wspomnianych założeń wprost wynika m.in. konieczność wzmocnienia sekurytyzacyjnej funkcji obligacji, oraz stworzenia ram dla emisji obligacji wieczystych.

Obligacje wieczyste - czyli w tym kontekście obligacje o nieokreślonym terminie wykupu, gdzie świadczenie emitenta przyjmuje postać de facto zapłaty odsetek - może stać się okazją do pozyskania długoterminowego kapitału przy ograniczeniu ryzyka utraty kontroli, równoważącego długoterminowe ekspozycje budowane w oparciu o kredyty hipoteczne.

Dodatkowo atutem tego typu papieru wartościowego jest uprzywilejowanie wprost wskazane przez ustawodawcę w przepisach regulujących wykup i umorzenie obligacji. Wskazuje się bowiem wprost, iż obligacje, zaklasyfikowane w myśl Rozporządzenia CRR jako składnik funduszy własnych instytucji kredytowych i firm inwestycyjnych, nie podlegają reżimowi natychmiastowego wykupu lub wymagalności w przypadku zwłoki emitenta w wykonaniu świadczenia.

Wydaje się, iż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, która z powyższych opcji jest lepsza. Ponadto wydaje się, iż bez większego znaczenia pozostaje, czy inspiracji w rozwiązaniu problemu niedopasowania ekspozycji poszukiwać będzie się w papierach wartościowych emitowanych przez banki hipoteczne w oparciu o wierzytelność hipoteczną, czy też w obligacjach wieczystych, czy też zabezpieczonych subintabulatem (hipoteką ustanowioną na wierzytelności hipotecznej), emitowanych przez bank uniwersalny. W obu bowiem przypadkach założenia metodologiczne są zgodne z kierunkami zmian wynikającymi z wytycznych Komitetu Bazylejskiego. Bazylea III oraz CRD (IV) za kierunek zmian obiera konieczność zagwarantowania większej stabilności istniejących podmiotów, a nie nakaz wydzielenia problematycznych ekspozycji do wyspecjalizowanych jednostek. Wybór środka pozostawia się zatem samym zainteresowanym.

W sumie, jakby zastanowić się na tym na spokojnie, to z większą pewnością spytać można: dlaczego nie obligacje?